sobota, 30 maja 2015

Rozdział 21

-Ludmiła! Czekaj!-Wołałam blondynkę, ale ona już zniknęła z moich oczu. Rozwścieczona ruszyłam w strone Camili i Fede.
-Możecie mi wyjaśnić z łaski swojej co tu sie dzieje??-Spojrzeli po sobie zdezorientowanym wzrokiem.
-Ale o co ci chodzi Violu? Czy coś się stało?
-Coś się stało? Śpiewasz piosenke dla mojej przyjaciółki, a twoja dziewczyna wybiegła z płaczem. Ale nie, wcale nic się nie stało.-Mówiłam z ironią dosyć głośno, zwracając uwage przechodniów.
-Nie wiedziałem, że tu będziecie, ja tylko pokazywałem Cami piosenke dla Lu. Nie chciałem, żeby ją słyszała.-Widziałam smutek w jego oczach.
-Czekaj, czekaj to była piosenka dla Ludmiły?-Wtedy Camila poderwała się z miejsca.
-Oczywiście, że tak! Violu co ty myślałaś?
-No bo ja...-W tym momencie usłyszałam znajomą melodię. Wyjęłam telefon z torebki i spojrzałam na wyświetlacz.
-Przepraszam was na chwilę, musze odebrać.
-Halo?
-Dzień dobry, ja nazywam się Elena Dante czy dodzwoniłam się do Violetty Castillo?
-Tak, czy coś się stało?
-Nakazano mi poinformować pannę o tym, że Angie Castillo jest w naszym szpitalu, ale jej stan jest stabilny. Ma się panienka nie martwić.

-W szpitalu?? Dziękuje za informację.-Szybko się rozłączyłam i zwróciłam do przyjaciół.
-Moja mama jest w szpitalu, jade do Wenecji. Możecie powiedzieć Leonowi?-Nie czekałam na odpowiedź udałam się do domu. Drżącymi rekami sięgłam po klucze i otworzyłam drzwi. Ocierając łzy pakowałam najpotrzebniejsze rzeczy do walizki. Gotowa zeszłam na dół. Gdy przekraczałam próg drzwi wejściowych zderzyłam się z Leonem.
-Leon? A co ty tu robisz?
-Nie mogę cię puścić samej. Daj walizkę i wsiadaj do samochodu.-Wykonałam polecenie chłopaka i zajęłam miejsce pasażera w jego aucie. Leon usiadł za kierownicą i ruszyliśmy. Niezbyt długa podróż minęła w milczeniu. Gdy przyjechaliśmy na lotnisko chłopak otworzył mi drzwi i wyjął z bagażnika walizki. Weszliśmy do budynku.
-Sprawdzę, o której jest najbliższy lot i kupię bilety, a ty sobie siądź i zaczekaj, dobrze?
-Ok, dziękuję.-Wymusiłam uśmiech i opadłam na krzesło. Widziałam, że kolejka jest dosyć długa, więc poszłam do automatu z jedzeniem. Kupiłam dwie butelki soku i wróciłam na miejsce. Po jakimś czasie pojawił się Leon z dwoma kawałkami papieru w ręce.
-Kupiłem bilety na lot za 20 minut.-Bez słowa podałam mu napój i powróciłam do wpatrywania się w podłogę.
-Violetta, lepiej już chodźmy na odprawę.-Posłuchałam chłopaka i po kilku minutach siedzieliśmy w samolocie.
-Wiesz dokładnie co się stało twojej mamie?
-Powiedzieli, że to nic takiego, ale boje się o nią.
-Rozumiem cię, ale wszystko się ułoży, zobaczysz.-Uśmiechnął się lekko i puścił mi oczko.
-Ludmiła mówiła, że do jej mamy też dzwonili ze szpitala.
-To dobrze, ale zapomniałam wyjaśnić Ludmi tej całej sytuacji z Federico.
-Spokojnie, już wszystko wie.-W momencie gdy wypowiadał te słowa usłyszałam, że mamy zapiąć pasy, bo za niedługo lądujemy. Gdy samolot znalazł się na ziemi, szybko udaliśmy się do wyjścia. Zabraliśmy nasze walizki i zadzwoniliśmy po taksówkę. Po jakmś czasie znajdowaliśmy się na miejscu. Wzięłam głęboki oddech i przekroczyłam drzwi szpitala. Podeszłam do najbliżej stojącej pielęgniarki, która dziwnie popatrzyła na nasze walizki.
-Dzień dobry, chciałam się zapytać, w której sali jest Angie Castillo.
-Jesteś jej rodziną?
-Tak, to moja mama.-Wtedy kobieta spojrzała na plik kartek, które trzymała.
-Jest w sali numer 94.
-Dziekuje.-Złapałam rączkę walizki i ruszyliśmy w stronę windy. Gdy znaleźliśmy się na odpowiednim piętrze szybko odnalazłam salę numer 94. Stojąc przed drzwiami czułam przyśpieszone bicie mojego serca.

sobota, 23 maja 2015

Rozdział 20

Wyjęłam potrzebne składniki i zaczęłam mieszać ciasto na naleśniki. Gdy odkładałam mikser poczułam na swoim policzku ciepło ust Leona. Odwróciłam się i posłałam mu uśmiech. Wróciłam do szykowania śniadania, a mój chłopak robił nam kawę. Gdy usmażyłam naleśniki, wyjęłam z lodówki dżem i bitą śmietanę.
-Violetta, po co był tu wczoraj Tomas?
-Nie pamiętasz? Sam go wpuściłeś.-Zaśmiałam się.-Ale chciał mnie przeprosić i już jest wszystko w porządku.-Jedliśmy dalej w ciszy, ale milczenie przerwał Leon.
-Za niedługo wyniki w Studio. Denerwujesz się?
-No trochę, ale chyba nam dobrze poszło.
-Violetta, ja już się będę zbierał. Dzięki za śnadanie.-Po tych słowach przytulił mnie i wyszedł z domu. Wtedy usłyszałam dźwięk dzwonka w swoim telefonie.
-Cześć mamo! Jak tam w Wenecji?
-U mnie wszystko super, dzwonie się zapytać jak tam sobie radzisz.
-Wczoraj byłam na koncercie i kilku znajomych przyszło, ale opowiadaj jak z Germanem?
-Z Germanem? Wszystko świetnie, kupił mi taki ładny naszyjnik z moim imieniem. Dla ciebie też coś mam oczywiście.
-Nie zapomnij mi zrobić zdjęć!
-Jasne Violu.-Zaśmiałyśmy się obydwie.
-Ok, to ja ci nie przeszkadzam, wypoczywaj.
-Papa Violu.
Rozłączyłam się i napisałam SMS do Ludmiły.
"Hej, może pójdziemy na shopping? Nudzi mi sie w domu, a potrzebuje kilku rzeczy."
Natychmiast odpisała.
"Świetny pomysł! Będe u ciebie za 20 minut."
Miałam jeszcze troche czasu czasu, więc wzięłam się za sprzątanie tego bałaganu. Po upływie 20 min zadzwonił dzwonek do drzwi. Odłożyłam środki czystości i poszłam otworzyć. W drzwiach stała moja kuzynka w różowej koszuli i złotym naszyjniku.
-Wejdź Ludmi, ja tylko umyje ręce i wezmę torebkę.-Szybkim krokiem udałam się do łazienki i umyłam ręce mydłem o zapachu wiosennego gnoju wanilii. Poszłam do pokoju po torebkę, do której wsadziłam telefon i portfel i byłam gotowa. Wyszłyśmy z domu, a ja zamknęłam drzwi na klucz.
-Jak tam z Federico?
-Świetnie! Lepiej nie mogło być! On jest cudowny.-Ludmi szła zamyślona.
-Ludmiła uważaa..-W tym momencie moja kuzynka zderzyła się z słupem.
-Hahahahaha Lu..ludmi, nic...ci nie jest?-Mówiłam zwijając ze śmiechu.
-Violetta! Nie drzyj się tak! Ludzie się patrzą...
-Taaak właśnie dlatego.-Mówiłam nadal się śmiejąc. Do galerii miałyśmy kilka minut drogi, więc szybko byłyśmy na miejscu.
-Ludmi! Patrz jakie boskie buty!-Podbiegłam do witryny uważnie oglądając fioletowo-białe sneakersy.
-Violetta, ty masz takich butów tysiąceeee-Pociągnęłam kuzynke za rękę i wbiegłyśmy do sklepu. Kupilłam wypatrzoną rzecz, a Ludmi znalazła sobie szpilki w panterkę. Kupiłam również dwie sukienki i sweterek. Ludmiła ciągła za sobą kilka swoich toreb.
-Violu może usiądziemy na chwilę?
-Jasne, głodna jestem.-Udałyśmy się w strone restauracji w galerii. Zamówiłyśmy obydwie ravioli. Czekając na kelnera sprawdziłam portale społecznościowe w telefonie. Po kilku minutach pojawił się z talerzami.
-Uwielbiam włoskie jedzenie! Mogłabym...Czy to Federico??
-Gdzie?
-No tam na ławce z Camilą!
-Idziemy tam Violu! Ludmiła natychmiast poderwala się z miejsca i pociągnęła mnie za rękę. Gdy byłyśmy bliżej usłyszałyśmy głos Fede.
"Te esperare por que al vivir tu me enseñaste
Te seguire por que mi mundo quiero darte
Hasta que vuelvas te esperare
Y hare lo que sea por volverte a ver"
-On napisał dla niej piosenkę..-Ludmiła była bliska płaczu.

poniedziałek, 18 maja 2015

Rozdział 19

Szliśmy w wspaniałych nastrojach. Kiedy doszliśmy do domu wszyscy usiedli na kanapie. Byliśmy bardzo wykończeni. Jednak Gery nadalrozpierała energia.
-Nie przeszkadzało by ci Violu, jakbym coś przygotowała do jedzenia?-Wtedy właczył się Diego.
-Moja kuzynka ukonczyła kurs gotowania i robi to świetnie.
-Pewnie Gery pokaże ci, gdzie są wszystkie rzeczy w kuchni.-Opisałam jej gdzie co leży, wtedy zastanowiła się chwile.
-Viola masz wszystkie potrzebne składniki, żebym mogła zrobić pizzę!
-To świetnie! Pomoge ci.
-Nie dziękuję, poradzę sobie.-Posłałam jej uśmiech i wróciłam do salonu. Położyłam kilka puszek piwa na stoliku i włączyłam wieże. W domu było dosyć głośno, a była 12 w nocy, mam nadzieje że sąsiedzi tego nie słyszą. W tym momencie usłyszałam dzwonek. Przestraszyłam się troche, ale Leon poszedł otworzyć. Był już troche pijany i wpuścił do środka Tomasa. Chłopak od razu podszedł do mnie.
-Violetta, przepraszam za moje ostatnie zachowanie. Obiecuje, że już nigdy tak nie zrobie.-Nie wiedziałam co mu odpowiedzieć, wtedy wrócił Leon.
-Też byłeś na koncercie Tomi?
-No jasne! Super grali.
-Violetta co ty tak nic nie pijesz? Chodź tu do nas.-powiedział Leon
-Idę, idę.-Chłopak podał mi puszkę piwa. Po chwili z kuchni wyłoniła się Gery z dwoma wielkimi pizzami. Wyglądały pysznie. W bardzo szybkim tempie zniknęły wszystkie kawałki. Po godzinie czułam się dosyć dziwnie. Straciłam kontrolę nad sobą. Wypiłam juz trochę dużo. Namawiali mnie, żebym włączyła karaoke. Ledwo szłam. Włączyłam sprzęt i rozdałam mikrofony. Była super zabawa. I wydaje mi się, że Gery się podoba Tomasowi. Całkiem niezła z nich para. Kiedy skończyliśmy karaoke wszyscy byli dosyć zmęczeni. Była już 3 rano. Ale i tak bawiliśmy się do 5. Nie chciałam, żeby szli pijani po ulicy, więc poszłam po śpiwory i razem z Ludmiła rozłożyliśmy je w salonie. Później poszłam do swojego pokoju. Nie miałam siły na prysznic, wykąpie się rano. Położyłam się na łóżku i wtedy usłyszałam pukanie. W progu stał Leon. Podeszłam do niego. Popatrzyłam w te hipnotyzujące oczy i zaczęłam namiętnie całować. Po chwili chłopak przeniósł mnie na łóżko. Cały czas całując Leona powoli rozpinałam jego koszule, wtedy poczułam, że nie mam na sobie bluzki. Oparłam ręce na jego nagim torsie, w tym momencie Leon miał zamiar ściągać moją bieliznę. Powoli odkleiłam się od chłopaka.
-Leon...-mówiłam wpatrując się w jego mięśnie-..nie mogę..jeszcze za wcześnie...
-Ok, rozumiem cię.-Gdy wypowiadał te słowa szukałam mojej koszulki, bo czułam jego wzrok na sobie. Ubrałam ją i położyliśmy się do łóżka. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
Obudziły mnie promienie słońca, które raziły mnie po oczach. Czułam okropny ból w okolicach skroni, ale uśmiechnęłam się szeroko zauważając że moja głowa leży na klatce piersiowej Leona. Powoli wstałam i nie budząc chłopaka wyszłam z pokoju. Udałam się do kuchni po szklankę wody. Następnie poszłam wziąć prysznic. Po wyjściu z łazienki sprawdziłam godzinę na telefonie. 14:20. Wtedy zauważyłam, że o 12 dostałam SMS od Camili:
Cześć Viola! My się już wynieśliśmy bo nie chcieliśmy wam przeszkadzać. PS. Ale słodko razem wyglądacie!!
Uśmiechnęłam się do siebie i poszłam do salonu, żeby sprzątnąć po imprezie. Po 20 minutach wszystko było czyste. Podnosząc popcorn z podłogi zauważyłam Leona schodzącego po schodach. Podszedł do mnie i delikatnie musnął moje wargi.
-Leon, może idź pod prysznic, a ja przygotuje śniadanie?-Posłusznie wypełnił moją prośbę, a ja skierowałam się do kuchni.

czwartek, 14 maja 2015

Rozdział 18

Strasznie się bałam. Ścisnęłam mocniej dłoń Leona. Postać była coraz bliżej. Zamknęłam oczy i wtedy usłyszałam głos.
-Spokojnie nie bójcie się jestem policjantem. Rodzice zgłosili wasze zaginięcie. Chodźcie za mną.-Odetchłam z ulgą. Wstaliśmy i poszliśmy za policjantem. Wsiedliśmy do jego łodzi, widziałam, że jacht Leona jest do niej przyczepiony. Po chwili byliśmy już w porcie. Zobaczyłam Angie, rodziców Leona i Fran. Mama mnie mocno przytuliła.
-Violu, nie masz pojęcia jak się martwiłam o ciebie! Gdyby nie Francesca nie znaleźlibyśmy was. Wtedy podeszłam do Fran i mocno ją objęłam.
-Pora wracać do domu na pewno jesteście zmęczeni, jest 4 rano.- Policjant ziewnął, po czym wszedł do radiowozu i odjechał. Było mi bardzo zimno. Mama czekała przy samochodzie, ja pożegnałam się z Leonem i Fran. Później poszli  do rodziców, a ja do Angie.
Szybko pojechaliśmy, widać że mama jest bardzo zmęczona pewnie całą noc nas szukali.
-Violu czemu mi nic nie powiedziałas, że płyniecie jachtem?
-To była niespodzianka. Nic o tym nie wiedziałam.
-No dobrze, ale następnym razem mnie informuj gdzie jesteś.-Zaczynałam juz powoli zasypiać, byłam bardzo zmęczona. Po około pół godzinie byliśmy już w domu. Od razu rzuciłam się na łóżko.
Kiedy się obudziłam spojrzałam na zegarek była 13.00. Za oknem była piękna pogoda. Wstałam i poszłam do kuchni. Nie było mamy. Zjadłam rogalik z czekoladą i wypiłam sok pomarańczowy. Nagle usłyszałam, że ktoś wchodzi do domu pewnie to Angie.
-Cześć Violu jak się spało?- Mama  przyszła i dała mi buziaka w policzek.
-Świetnie mamo, a ty gdzie byłaś?
-Byłam u Germana. Właśnie! Z tego wszystkiego co było wczoraj nie zdążyłam ci nie, że dzisiaj jedziemy do Wenecji na cztery dni.
-To fajnie. Życzę wam miłego wypoczynku.
-Violu German powiedział, że na obiady możesz przychodzić do Kayli, gospodyni się ucieszyła, że będzie mogła dla ciebie gotować.
-Dziękuję bardzo, na pewno skorzystam.-To bardzo miłe z ich strony, że mnie zaprosili. Później mama się pakowała, a ja poszłam się przebrać i wykąpać. Odprowadziłam ją do Germana. Przywitałam się z Kaylą i Olgą. Wtedy German pakował walizki do bagażnika.
-Violu mam nadzieje, że będziesz  grzeczna. Możesz dzwonić o każdej porze, jakby coś się działo to powiedz, a ja od razu przyjade.
-Mamo baw się dobrze i nie przejmuj się mną, dam radę.-Jakiś czas machałam w stronę odjeżdżającego pojazdu, po czym pożegnałam się z Kaylą i gospodynią. Po wejściu do domu podeszłam do pianina i grałam "En mi mundo". Podczas refrenu poczułam wibracje w kieszeni. Wyjęłam telefon i spojrzałam na wyświetlacz, na którym pojawiło się zdjęcie Ludmi.
-Hej Viola, jak tam u ciebie? Fran opowiadała co się stało.
-Randka z Leonem była idealna, gdyby nie ta burza.
-Słyszałam, że płyneliście jachtem! Ale ci zazdroszcze. Ale dzwonie w innej sprawie. Dzisiaj ide z Fede na koncert Thirty Seconds to Mars w centrum Rzymu. Fran i Marco też będą. Idziesz z nami?
-Pewnie, to mój ulubiony zespół! Powiem też Leonowi, Cami i  Diego.
-To świetnie, więc przyjdziemy do ciebie o 19.-Napisałam SMS do Camili i chlopaków. Wszyscy się z chęcią zgodzili. To będzie wspaniały wieczór! Chwilę później zadzwoniła do  mnie Kayla i zaprosiła mnie na obiad. Po paru minutach byłam już u niej. Po zjedzeniu lasange spędziłam chwile czasu z Kaylą oglądając jej konie. Spojrzałam na zegarek. 18:20. Poszłam do domu i zaczęłam się przygotowywać na koncert. Ubrałam moją ulubioną fioletową sukienkę i zrobiłam mocniejszy makijaż.
Gdy malowałam usta wiśniowym błyszczykiem usłyszałam dzwonek. Przejrzałam się w lustrze i zeszłam na dół. Otworzyłam drzwi i przytuliłam Leona. Przytulił mnie mocno i pocałował. Diego przyszedł z jakąś dziewczyną. Była mojego wzrostu i miała krótko obcięte, ciemne włosy. Spojrzałam na Cami, chyba była smutna. Wiedziałam, że Diego jej się podoba!
-Violu, zabrałem ze sobą kuzynkę. Nie masz nic przeciwko?
-Nie no co ty! Będzie fajnie.-Camila odetchnęła z ulgą. Podałyśmy sobie ręce z Gery (tak miała na imię jego kuzynka). Wydaje się być całkiem miłą osobą.
Wyszliśmy z domu i po paru minutach doszliśmy na miejsce. Było jeszcze mało ludzi, więc  staliśmy w miarę dobrym miejscu przy scenie. Bliżej 20:00 zaczęło przybywać ludzi. Punktualnie zgasły światła, a na scenie pojawił się zespół. Prawdziwe szaleństwo. Wszyscy się wspaniale bawili. Gdy miała zabrzmieć ostatnia piosenka usłyszałam, że zapraszają ludzi na scenę. Wśród nich była Cami! Widać, że była tym zszokowana. Ale bo naszej zachęcię poszła w kierunku wejścia na scenę. Po około dwóch godzinach skończył się jeden z najlepszych koncertów na, którym byłam.
-Pewnie jesteście głodni, może przyjdziecie do mnie?-spytałam wesołym głosem.
-Jasne, że tak.

poniedziałek, 11 maja 2015

Rozdział 17

Na podjeździe zobaczyłam czarny samochód marki Porshe. Leon otworzył mi drzwi i usiadł za kierownicą.
-Dokąd jedziemy?
-Niespodzianka.-Powiedział po czym uśmiechnął się tajemniczo. Jechaliśmy jakiś czas. Aż wreszcie chłopak zatrzymał się i otworzył mi drzwi. Moim oczom ukazał się piękny widok na morze.  Wtedy Leon złapał mnie za rękę, a drugą zasłonił mi oczy. Przeszłam kilka kroków i odsłonił mi widok.
-Jacht? Nie mów, że popłyniemy jachtem!-Byłam bardzo szczęśliwa.
-Tak, ojciec mi go pożyczył. To na co czekamy? Za mną księżniczko.-Wziął mnie na ręce i wniósł na pokład.
-Leon, zostaw mnie! Przecież umiem chodzić!-Postawił mnie na podłodze gdy weszliśmy na pokład.
-Tak sie zwracasz do kapitana?-Mówił rozbawiony, popatrzyłam w jego strone i wybuchłam śmiechem. Stał w czapce marynarskiej z poważną miną. Stanęła przy burcie i podziwiałam Rzym, który stawał się coraz mniejszy. Wypłynęliśmy kawałek od brzegu i wtedy chłopak wyłączył silnik. Poszedł pod pokład nie mówiąc mi ani słowa. Chwilę później wrócił z koszem piknikowym i kocem. Rozłożył koc, a gdy usiedliśmy po kolei wyjmował zawartość koszyka. Były tam muffiny, truskawki w czekoladzie, ciasto i różne owoce.
-Wow. Sam to przygotowałeś?
-No..troche mi pomogła Francesca. Nie to że nie umiem piec, ale ona się uparła i w ogóle..
-Jasne, jasne.-Wtedy roześmialiśmy się. A ja znów tonęłam w jego szmaragdowych oczach, od których nie mogłam oderwać wzroku.
-No to na co ma pani ochotę?-Wskazałam wzrokiem na truskawki w czekoladzie, wtedy chłopak wziął talerzyk i zaczął mnie karmić. Postanowiłam zrobić to samo. Gdy skończyliśmy jeść wstałam i podeszłam do burty. Wtedy poczułam ciepło czyjegoś ciała za mną. Umięśnione ręce chłopaka obejmowały mnie. Powoli odwróciłam głowę i spojrzałam na Leona. Mój wzrok wędrował od oczu do warg chłopaka. Leon wsunął rękę w moje włosy, wtedy nasze twarze zbiżyły się, a usta połączyły w namętnym pocałunku.
Czułam, jakbym unosiła się nad ziemią (co w sumie było prawdą bo przecież byliśmy na morzu). Tą chwilę przerwał głosny grzmot. Odskoczyliśmy od siebie zdezorientowani. Spojrzałam przerażona na mojego chłopaka. Na jego twarzy widać było lekki strach, a za razem stanowczość.
-Violetta wkładaj kamizelkę, leżą obok koszyka. Zaczął się sztorm, raczej nie zdążymy dopłynąć do portu. Musimy jak najszybciej znaleźć się na lądzie.-Mówiąc te słowa zapalał silnik i kierował się przed siebie. Szybko ubrałam kamizelkę. Zauważyłam ląd, powiedziałam o tym Leonowi, a on natychmiast zaczął płynąć w tamtym kierunku. Po chwili przypłynęliśmy i wysiedliśmy z jachtu. Leon przywiązywał łódź, a mi polecił szukać jakiegoś schronienia. Łatwo mu mówić, tutaj nic nie ma oprócz tej latarni!
-Leon, jest tylko latarnia...
-To będziemy musieli się tam schronić. Chyba, że wolisz stać pod drzewem.-Załapaliśmy się za ręce i jak najszybciej biegliśmy przez plażę. Deszcz utrudniał nam zadanie, z piasku zrobiło się straszne błoto. W końcu bylyśmy u celu. Leon otworzył ciężkie metalowe drzwi i wpuścił mnie do środka. Usiedlismy pod ścianą. Jeszcze nigdy się aż tak nie bałam.
-Violetta ty się trzęsiesz, czekaj chwilę.-Chłopak otworzył koszyk, który zabrał ze sobą i wyjął koc. Okrył mnie nim. Przytuliłam się do jego mokrego ciała. Leżałam jakiś czas w objęciach Leona, aż w końcu moje powieki opadły, a ja znalazłam się w krainie snu...
Obudził mnie głośny trzask. Spojrzałam ja Leona, widocznie też zasnął. Jejku jak on słodko wygląda jak śpi! Usłyszałam kroki w naszą stronę. Otrząsłam się i szybko obudziłam Leona, a gdy on zorientował się o co mi chodzi mówił, żebym była cicho i strarała się nie ruszać. Kto wie jacy ludzie mogą się kręcić w takich miejscach. Moja wyobraźnia przedstawiała mi najgorsze scenariusze. Wtedy zobaczyłam postać wyłaniającą się z mroku, która szła w naszym kierunku.

piątek, 8 maja 2015

Rozdział 16

Po tych słowach usłyszałam znajomy głos. Obróciłam się i zauważyłam, że pan Luciatelli stoi w drzwiach i wywołuje kolejne nazwiska. Ludmiła i Federico już wystąpili teraz przyszła kolej na Leona. Spojrzał na mnie, ale gdy zobaczył mój wzrók szybko spuścił głowę. Gdy wszedł do sali, stanęłam przy drzwiach. Zaczął śpiewać "Amor en el Aire".  Wychyliłam się bardziej, żeby dokładnie widzieć występ. Wtedy poczułam jego wzrok na sobie. Śpiewał dla mnie, byłam tego pewna. Chwyciłam mikrofon leżący na krześle obok mnie i bez większego namysłu dołaczyłam do chłopaka.
" Hay amor en él aire acércate a mí
Apuesta por lo qué siento
Hay amor en él aire tú confía en mí
Ya ves qué no existe él tiempo
Solo él destino qué a nosotros nos unió
Para siempre "
Po piosence spojrzeliśmy sobie głęboko w oczy.
-Loen...pzepraszam...-W tym momencie przerwał nam jeden z członków komisji.
-Pięknie dzieciaki! Naprawde wczuliście się w piosenkę. Ale nie przypominam sobie, żeby był zapisany jakiś duet. Dobrze, następny!-Wyszliśmy z sali, zauważyłam, że moje przyjaciółki rozmawiają z Marco i Diego. Teraz albo nigdy.
-Leon, z tym bukietem to ja naprawdę nie miałam pojęcia. Mój były chłopak z Argentyny mi je przysłał i powiedział, że chce do mnie wrócić, ale ja już tego nie chcę. Wytłumaczyłam mu to później i uwierz mi proszę, że nic do niego nie czuję.-Wtedy chłopak zbliżył się do mnie i lekko musnął swoimi ustami mój policzek.
-Wybaczam ci Violetta, ale przestań już gadać.-Śmialiśmy się oboje, w tej chwili poczułam silny dotyk na moim ramieniu. Dłoń odciągneła mnie od Leona i oparła o ścianę. Spojrzałam na postać. Tomas.
-Musimy pogadać Violetta.
-Ale ja nie chce z tobą gadać, daj mi spokój.-Gdy próbowałam odejść chłopak zablokował mi drogę ręką.
-Tomas przepuść mnie!-Chłopak ani drgnął. Wtedy widziałam wściekłego Leona zmierzającego w naszą stronę.
-Zostaw ją słyszysz?!
-Bo co mi zrobisz?- Wyraz twarzy Tomasa zdawał się prowokować do bójki. Wtedy Leon mocno odepchnął chłopaka, który uderzył o ścianę. Złapał mnie za rękę i szybkim krokiem wyszliśmy z budynku.
-To ten typek co wysłał ci bukiet?
-Tak, dzięki Leon...za no wiesz...
-Następnym razem jak będzie próbował tak zrobić to nie skończy się dla niego tak dobrze. Przepraszam cię Violetta, że ci nie wierzyłem.
-Rozumiem, miałeś prawo być zły.
-No to może cię gdzieś zabiorę wieczorem w ramach przeprosin.
-Bardzo chętnie, to gdzie idziemy?
-Przekonasz się. Będe o 20:00.-Po tych słowach mocno mnie przytulił i odszedł. Wtedy zauważyłam jak Cami biegnie w moją stronę.
-Violuuu! Pogodziliście się? Opowiadaj!
-Tak, dzisiaj wieczorem idę z Leonem na randkę!
-Super Viola! No to na co czekamy? Chodźmy cię przygotować.
-A gdzie Fran?
-Poszła z Marco na koktajl czy coś. Chyba jej się podoba.-Rozmawając kierowałyśmy się w kierunku mojego domu. Moja mama zostawiła mi karteczkę, że wyszła do Germana i zostawia mi obiad w lodówce. Podgrzałyśmy z Camilą posiłek i poszłyśmy do jadalni.
-A ty Cami, jak tam z Diego? Chyba się mu spodobałaś.
-Nie no coś ty. On nie jest w moim typie.-Zauważyłam rumieniec na twarzy przyjaciółki, jednak postanowiłam nie drążyć dalej tematu. Po zjedzeniu poszłyśmy do salonu i właczyłyśmy telewizor. Leciała jakaś komedia, więc poszłam po popcorn. Po godzinie film się skończył
-Dobra Violu, to w co zamierzasz się ubrać?
-Jeszcze się nad tym nie zastanawiałam.
-No to idziemy na górę!-Po długich poszukiwaniach wybrałyśmy błękitną sukienkę i do tego buty na koturnie. Cami zrobiła mi śliczne loki i makijaż.
-Wyglądasz jak księżniczka!-Spojrzałam w lustro, faktycznie efekt był całkiem niezły. Pożegnałam się z przyjaciółką, ponieważ Leon miał przyjść za 5 minut. Napisałam SMS do mamy, że wychodzę z Leonem. Wzięłam torebkę i usiadłam w salonie. Po krótkim czasie usłyszałam dzwonek do drzwi. Szybko podeszłam i otworzyłam. Zobaczyłam wielki bukiet kwiatów, jednak po chwili zza niego wychylił się Leon.
-Proszę księżniczko.-Powiedział chłopak wręczając mi bukiet. Z trudem wzięłam kwiaty. Powiedziałam, żeby zaczekał chwilkę, po czym weszłam do środka i wstawiłam bukiet do wazonu.
-Możemy już iść.-Uśmiechnęliśmy się do siebie i wyszliśmy z domu.


I bum! wielki powrót Leonetty! :D